Zacznę chronologicznie, bo odświeżenie historii Izy i Stacha zaczęłam od netfliksowego serialu. A ten wywołał niemałą burzę w necie (podobno tylko ¼ polskich widzów się spodobał), a także ruch na bibliotecznych półkach, skąd zwyczajnie „Lalka” zniknęła.
STARSZE POKOLENIE VS MILENIALSI I ICH ODBIÓR NOWEJ ADAPTACJI
– Wujku, oglądałeś nową „Lalkę”?
– Nie, ale zacząłem przygotowania od kupienia Wokulskiego… (Taka wódka, gdyby ktoś nie zrozumiał).
Tak brzmiała moja krótka i konkretna rozmowa z wujkiem na obiedzie u rodziców. A potem włączył się ojciec… A trzeba przyznać, że jest to dziaders. (Nawet jego przyjaciel tak twierdzi). Starszemu nowa serialowa „Lalka” się nie spodobała, bo „w niej przeklinają”.
Serio, to jest jedyny argument na NIE? Dla mnie to trochę za mało. „Bo arystokracja nie przeklinała”. No może nie, starsze pokolenie w ogóle nie klęło, moi dziadkowie nigdy przenigdy nie przeklinali – słowo na „d” było już bardzo brzydkie. A babcia w końcu była córką baronowej.
I właśnie ta moja babcia, matka ojca, człowiek ogromnej klasy, bardzo nie lubił nuworyszy. I ja tutaj babcię rozumiem. I Izabelę Łęcką też. Bo taki nowobogacki Wokulski nie ma tego, co znajome, czyli pewnego rodzaju ogłady (bo jest spoza środowiska).
Ale, prawdę mówiąc, akurat książkowy Wokulski, jak na moje standardy i czasy, maniery miał. A (stereo)typowy nowobogacki ich nie ma. Niemniej jednak Łęcka była finalnym celem Wokulskiego – tego jeszcze nie zdobył. I to nuworyszowskie podejście może irytować. Nie znoszę tekstów w stylu „Ma tyle kasy, że mógłby cię kupić”. Dla mnie takie teksty (a co za tym idzie sposób myślenia, podejście do życia i ludzi) to dno.
Mnie też ktoś chciał kupić, zapewnić komfortowe życie, więc tu totalnie sympatyzuję z Izabelą. Bo są rzeczy, których kupić nie można, a są ważniejsze od pieniędzy – KLASA, ŻYCZLIWOŚĆ, HONOR, SZACUNEK. Jak u Tadeusza z „Róży” Smarzowskiego. Dla mnie ideał mężczyzny, do niedawana zakładałam, że każdej kobiety. Gdy opowiadałam o Tadeuszu, koleżanka mnie jednak zapytała: „A był bogaty?” „Nie, to były czasy tuż po wojnie, nie miał pieniędzy” – powiedziałam. „A to nie jest ideałem każdej kobiety”, usłyszałam w odpowiedzi. Jak widać, każda z nas może mieć coś w sobie z Izabeli Łęckiej 😉
OD OSI KRYSTALIZACJI WOKULSKIEGO DO SANDRY DRZYMALSKIEJ W ROLI IZY
A teraz do sedna – dla mnie „Lalka”, jako lektura z czasów liceum, to nie tylko historia pokręconej fascynacji Wokulskiego chłodną Łęcką, którą chyba każdy po lektorze określił mianem żeńskiego psa…
Poza tym „Lalka” to było kilka randomowych pojęć, które do dziś zapadły mi w pamięć, np. oś krystalizacji Wokulskiego albo że Izabela była animą Stanisława wg Junga – i właśnie nieznajomość tego pojęcia pogrzebała moją odpowiedź na maturze ustnej z polskiego. Bo tak, oczywiście wybrałam jako jedną z lektur do prezentacji „Lalkę”, aby ukazać miłość chorą, bezsensowną, krzywdzącą, jednostronną. (W kontrze do „Mistrza i Małgorzaty”, najlepszej historii z lektury szkolnej).
I tu cała na biało wjeżdża Sandra Drzymalska, jako netfliksowa Izabela Łęcka.
Serial pokazuje nowe, odmienne podejście, pokazuje, że Łęcka nie musi być już „s”, że może przejść przemianę, zgodnie ze schematem podróży bohatera Campbella. (Bo na tym schemacie pisze się dobre historie). U Prusa Łęcka nie miała tej szansy. A tu wszyscy dorastają, serial trzyma w napięciu, oglądałam go z przejęciem. A przekleństwa? Niektóre były urocze:
Izabela do Alfreda:
– Tu chujcu borsuczy!
– Kto nauczył cię tak zwracać się do mężczyzn?
– Ojciec!
To mnie rozbawiło.
W ogóle wiele dobrych dialogów Demirski, twórca scenariusza, tu przemycił. Jak na przykład w rozmowie Rzeckiego z Marianną (byłą prostytutką, jak wiemy):
– A panienka wcześniej gdzie była?
– A to tu, to tam.
– A to tak jak ja, ale ja zwykle tu.
No cymes!
To, co mi się spodobało jeszcze w Łęckiej, to to, że nie chciała upupiać mężczyzn. Krzyczy na konającego od kaca ojca, by zajął się zarabianiem, bo ona nie zamierza mu w tym pomagać. To rola mężczyzny. Tak, w tamtych czasach to było jego zadanie. Czy był to brak szacunku wobec ojca, żywiciela, starszej osoby? Owszem, ale pokazało też, kto do jakiej roli był przypisany i Izabela tego pilnowała.
A tak poza tym, ta scena mnie urzekła, bo ja też nie lubię, gdy mężczyzna użala się nad sobą jak cio… tka 😉
A skoro już jesteśmy przy ciotach – Izabela walczyła o siebie, a z czasem o swoją niezależność. Dlatego utyskiwanie redaktora Semki i mu podobnych, że serial, jak to w Netfliksie, promuje szkodliwy lewicowy bełkot, wydaje mi się mocno przesadzone.
Niech sobie taki ktoś sam siebie wyobrazi w roli takiej Łęckiej, no właśnie, lalki, która nie może o sobie decydować. W roli takiej Marianny, która nawet nie zgłasza gwałtu. W roli takiej Dobskiej, która nie może nostryfikować swojego dyplomu tylko dlatego, że jest kobietą.
NIE MÓWIMY TU, DO JASNEJ CHOLERY, O ŻADNYCH EKSTRAPRZYWILEJACH DLA KOBIET, bo ja też krytykuję posunięty do granic wypaczony feminizm, ALE O TRAKTOWANIU NAS JAKO LUDZI.
Dziękuję.
TU UKAŻE SIĘ DRUGA CZĘŚĆ TEKSTU, JAK JUŻ OBEJRZĘ KINOWĄ „LALKĘ”.
Tekst pisany przez człowieka, nie AI.
