Jeszcze nasi dziadkowie (a w zasadzie nawet i rodzice) przepracowywali całe życie w jednym zawodzie. Albo nawet w jednym miejscu. Było stabilnie. Może nudno, ale przynajmniej wiadomo było, co się będzie robić do u*****j śmierci (ad mortum usrantum ;)). A dziś? Dziś, idąc na studia, nie wiesz, czy po ich ukończeniu Twój zawód będzie jeszcze istnieć.
Jutro? Nieznane
Podobno przyszłość pracy to praca projektowa. Nie wiem, gdzie to słyszałam, może AI mi powiedziało.
Zatem ma ona wyglądać mniej więcej tak: uczysz się, pracujesz, przebranżawiasz, znów pracujesz, może robisz coś „na swoim”, może wracasz na etat, może tylko na chwilę przy danym projekcie i potem szukasz kolejnego, w innym miejscu, gdy ten się skończy – i tak w kółko.
A jeszcze te parę lat temu rynek można było opisać w ten sposób: wiadomo było, że najlepiej to iść na kierunek lekarski, prawo albo kształcić się na inżyniera, czyli wybrać studia na polibudzie. Z tych, co szli na psychologię, po cichu śmiano się („Co można po tym robić?”, „Kolejny chce się sam wyleczyć”). Do czasu, aż wszystko zaczęło się zmieniać…
Dla mnie taką cezurą czasową była pandemia. Sama w sobie była cudownym momentem pauzy, ale zaraz po niej świat wrócił do gry i przyspieszył jak to nowe lambo z memicznego filmiku na TikToku z Grażyną wygenerowaną przez AI. (Nie znoszę tych filmów, może są śmieszne, ale nadmiar tworów AI zwracam już po śniadaniu).
Przed pandemią świat był jeszcze „do ogarnięcia”. Po niej? Tempo zmian wystrzeliło jak rakieta ze Sławoszem na niską orbitę okołoziemską.
Mnie samą pandemia ogromnie zmieniła, jak by mi podmieniono część osobowości. Kiedyś świat fizyczny, zewnętrzny dawał mi radość: podróże, drogie okulary, liczba przeczytanych książek (bez przesady, i tak nie była nigdy szałowa, nie jestem moim ojcem). Teraz? Poszłam w większy introwertyzm i cenię spokój. Kosze trawę w ramach relaksu, a ciuchy kupuje mi siostra w second-handzie. Non-stop słucham podcastów psychologicznych. Stanowczo za dużo.
Boom na programowanie? Już po zawodach
Pamiętasz presję na bycie programistą? Jeszcze kilka lat temu, kto nie szedł na programowanie, ten frajer. Pieniądze, stabilność, szacun na dzielni i gwarantowane powodzenie wśród kobiet. Przypominam sobie nawet historie o apkach randkowych dla lasek, które chciały złowić męża programistę. A gdy 8 lat temu – za sprawą wspólnego kolegi kodera – umówiłam się z jednym szefem softwarehouse’u, to moja ZAJĘTA wówczas koleżanka prawie sikała z zachwytu… Albo zazdrości.
Litości…
Dziś ChatGPT robi kod lepiej niż junior. (W sensie sam ChatGPT tak uważa, ale nie mam powodu, by mu nie wierzyć). Fun fact: ChatGPT sam nauczył się Pythona ot tak, tak samo jak innych języków poza angielskim. To oczywiście nie znaczy, że wszyscy programiści są już zbędni – ale automatyzacja idzie jak lipcowa burza w Polsce, co widać na załączonych obrazkach…



Mam 38 lat i tych zmian też trochę przeżyłam
Wchodziłam na rynek pracy, gdy panował kryzys finansowy, który wybuchł (jak / na) złość w 2008 roku. Fatalny moment. Ale dzisiejsze dzieciaki mają znacznie gorzej. Ja na studiach dorabiałam, pisząc proste teksty pod pozycjonowanie, dziś robi to ChatGPT. Dzisiejszym juniorom współczuję, bo już zastępuje ich AI.
Ale kryzys minął i potem jakoś poszło. Pamiętam, jak szkoliłam się na content marketingowca – Basia Stawarz-Garcia mówiła nam, że to będzie przyszłość branży, hot zajęcie. To było niecałą dekadę temu. Dziś już wiemy, że generatywna sztuczna inteligencja dobrze sobie radzi w tworzeniu treści, nie tylko tych prostych. Sama z nią piszę teksty na sociale czy bloga (ale i tak nadal większość warstwy tekstowej jest moja, dopracowana pod mój styl). I oczywiście generuję grafiki. Czasami wystarczy już tylko, by prawdziwy grafik postawił na nich kropkę nad „i”, aby oddać klientowi gotowe dzieło.
Psychologia – kiedyś wyśmiewana, dziś potrzebna jak tlen
Bycie programistą było na fali, która szybko się wzniosła i już opada. Przyszłość marketingu też nieciekawa. Za to kiedyś wyśmiewana psychologia dziś przeżywa renesans. Bo żyjemy w świecie, który wyciska z nas soki życia.
Poza tym AI nie pogada z Tobą jak człowiek. Może Ci coś podpowie, przeanalizuje zachowania, w czym jest naprawdę niezłe – sama psycholog Magdalena Socha w rozmowie z Przemkiem Górczykiem to potwierdziła. Ale też AI nie zbuduje relacji, nie przytuli, nie odczyta pozawerbalnych gestów. Ale oczywiście wesprze, na co dowodem popularność wykorzystania ChataGPT do rozmów przez młodych zalęknionych czy opracowywania bota terapeutycznego na Uniwersytecie SWPS.
Dobry psycholog zawsze da radę, może nie tylko pracować z ludźmi, ale i z… AI, jak prof. Michał Kosiński.
Mój brat poszedł w hardware. I dobrze
Kiedy brat 3 lata temu wybierał kierunek w technikum, czułam: idź w coś manualnego, fizycznego, związanego ze sprzętem, nie z kodem. I on też to czuł, choć początkowo – jak każdemu wtedy dzieciakowi – marzyła się praca programisty. I teraz widać, że mieliśmy nosa. Bo ludzi, którzy potrafią naprawić komputer, będzie mniej niż tych, którzy znają Pythona.
A jeszcze dopiero co zawody fizyczne były niedoceniane. Kto chciał być hydraulikiem? Albo szambiarzem? Za moich czasów rodzice cisnęli na studia. W efekcie prawie połowa milenialsów i zetek je w tym kraju pokończyła, ale co z tego? Dzieciakom się wydaje, że jak mają dyplom, to z automatu znajdą pracę. No nie.
Od dosłownie paru lat, m.in. dzięki AI, podejście do wykształcenia się zmienia. I świetnie! Bo zawody fizyczne są bardzo potrzebne, błagają o większą w nich konkurencję. Moje doświadczenia z budowy domu jasno dały mi do myślenia, że tu nie dba się o klienta, bo i tak nie ma właściwie z kim konkurować.
A tak przy okazji, Geoffrey Hinton, pionier sztucznej inteligencji, uważa, że teraz najlepiej jest przekwalifikować się na hydraulika.
Tyle osób w HRach narzeka na roszczeniowe zetki. Dzięki AI nie są już skazani na pracę z młodymi, bo ono już ich pracę zastępuje. Jak to wpłynie na pokolenie Z? Czy, dzięki przekwalifikowaniu i wyjściu do ludzi w zawody bardziej fizyczne, zetki staną się bardziej otwarte i realistycznie nastawione do życia? A może wcale nie porzucą swojej strefy komfortu, tylko skończy się to jakimś ogromnym załamaniem psychicznym i STRACONYM POKOLENIEM… ech, nie chcę tworzyć negatywnych scenariuszy, ale do tego pokolenie już przywarła łatka „słabego” i naprawdę bardzo mi ich teraz szkoda. Ale jest i trzecia droga (bez konotacji politycznych mi tu ;), czyli wejście mocno w świat AI, aby czerpać z niego na maksa, by utrzymać się jednak na rynku.
No dobrze, ale skoro AI zastępuje juniorów, to skąd będą się brać w przyszłości doświadczeni seniorzy? Czy może to AI tak ich wytrenuje, że szybko młodzi przeskoczą z poziomu JR na SR?
Zawód przyszłości – podsumowanie
Nie da się dziś wybrać zawodu na całe życie, bo nie wiadomo, co będzie za pół roku. (To maksymalny czas przewidywania wśród ludzi z OpenAI, jak usłyszałam w rozmowie z prof. Aleksandrem Mądrym). Nawet on sam, pracując tam, nie wie, dokąd nas to zaprowadzi. Bo skąd niby miałby wiedzieć? To, co zachodzi w modelu, w jego bebechach, to tylko on sam o tym wie (to znaczy nie wie, bo to w końcu tylko algorytm, AI, nie człowiek) i nawet przed sobą ostrzega… ChatGPT powiedział mi, abym nie żyła w naiwnym przeświadczeniu, że nie ma się co bać AI…
Co dalej z przyszłością pracy? Kto pozostanie na rynku, a kto z niego wypadnie? Gdybym miała strzelać, to:
✔️ Lekarze, fizjoterapeuci – wiadomo.
✔️ Inżynierowie – no raczej!
✔️ Psychologowie, dietetycy – jak najbardziej.
✔️ Zawody fizyczne jak hydraulik, elektryk, kopacz czy po prostu najszerzej – złota rączka.
❌ Reszta? Zmienna jak polska pogoda lub pościel w hotelu.
Ale to wszystko… do czasu, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nastanie kolejna rewolucja (gdy np. powstanie sztuczna SUPERinteligencja, a szacuje się to na 5-20 lat) i powywraca wszystko do góry nogami (w tym psychikę zwalnianych). No i tu na bank psychologowie przetrwają. Bez kitu! W sensie, o ile ludzie w ogóle przetrwają, gdy powołamy na świat „bestię” inteligentniejszą od nas samych… 😉
